Zaufanie, wiara, siła



Czym jest tak naprawdę zaufanie? Czy warto ufać? Czy umiemy naprawdę ufać? To trudne pytania. Bo zaufanie lub jego brak determinuje tak naprawdę wszystko w naszym życiu. Jak podchodzimy do siebie oraz do innych. Jak czujemy się z innymi.

Zaufanie to intuicyjne otwarcie się na drugiego człowieka. Zawierzenie mu swoich chwil z życia. Tych radosnych i tych smutnych. I to jest piękne, bo możemy się wtedy wzajemnie ubogacić. Naszymi wspomnieniami, doświadczeniami, przeżyciami, radościami, cierpieniami. I widzimy wtedy, że inni nie są wcale tak całkiem inni niż my. Że noszą w swoim sercu i duszy podobne myśli, podobne potrzeby i podobne marzenia. I dzięki temu lepiej rozumiemy siebie i wielu innych ludzi. Takie rozmowy trudno prowadzić w grupie, bo wtedy jest raczej czas na zabawę, rozrywkę czy dyskusje polityczne względnie naukowe. Wtedy jest po prostu przyjemność przebywania w grupie. Większa lub mniejsza, w zależności od grupy.
A zaufanie można budować przede wszystkim w kontakcie dwóch osób, poprzez rozmowę czy spędzanie czasu we dwoje. I na podstawie takich relacji możemy naprawdę poznawać siebie nawzajem jako ludzi. Bo jeżeli nie potrafimy ufać, to wszędzie szukamy spisków, niechętnych nam ludzi i czujemy się nieakceptowani nawet gdy akceptowani jesteśmy.

To oczywiste, że na początku każdej znajomości, gdy mało wiemy o sobie, mamy czasem wątpliwości czy warto zaufać. To nawet jest rozsądne, bo gdybyśmy zawsze ufali każdemu to łatwo dalibyśmy sobie zrobić w końcu krzywdę. Bo zaufanie należy budować dzień po dniu i robić to mądrze. Możemy posłuchać swojego serca i komuś zaufać, ale oprócz serca mamy jeszcze rozum. I ten nam często podpowiada, że musimy też uważać. Ale jeżeli czujemy, że warto komuś zaufać, to powinniśmy to zrobić.

Ale uwaga!

Żeby zaufać mądrze, potrzebujemy wiary. Żeby wiedzieć, kiedy powinniśmy zaufać, kiedy jest to dobre, a kiedy będzie to naiwne. Bo wiara jest takim drogowskazem, który kieruje nas na właściwą drogę nawet gdy zbłądzimy z tej właściwej. A nawet jeżeli nie zbłądzimy, gdyż pilnujemy drogowskazu, to pomoże nam ona kroczyć nią właściwie. Pomimo potknięć i błędów. Bo gdy nie ma w nas rdzenia wiary, rdzenia wewnętrznej siły to łatwo kogoś krzywdzimy lub dajemy się sami skrzywdzić.

Dlaczego piszę o tym w ten sposób? Bo często słyszymy jak ktoś kogoś skrzywdził, bo ten mu zaufał. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nasze zaufanie jest nieraz nadwyrężane? Ile jest w nas podejrzliwości i lęków, które przeszkadzają nam ufać?

Gdy jesteśmy dziećmi i nikt nas nie skrzywdził to ufać chcemy. Bo jest to etap podatności na drugiego człowieka. Uczymy się dopiero życia, nie wiemy co jest właściwe a co nie, więc chcemy ufać, bo to daje nam poczucie bezpieczeństwa. Gdy człowiek zaczyna dojrzewać i jest jeszcze młody, ale już nie jest dzieckiem, to włącza mu się często filtr ostrożności, niektórym większy, niektórym mniejszy. Bo chyba każdy w życiu doświadczył, że nie każdemu można ufać. I zastanawiamy się jak odróżnić kto jest wart zaufania a kto nie? I zaczynamy nieraz być nieufni. Bo sami, choćbyśmy byli najmądrzejsi na świecie, często tak naprawdę odróżnić tego nie potrafimy. Bo ludzie się nieraz maskują. Pokazują nam takie oblicze, jakie chcą pokazać, a nie takie jakie jest naprawdę. Wtedy powstaje niebezpieczeństwo, że zaufamy komuś niewłaściwemu. I wtedy kluczem do mądrego zaufania jest wiara. Ale taka, która miała swoje wzloty i upadki, bo tylko taka będzie nami zawsze właściwie kierować. I wtedy choćbyśmy robili błędy czy czasem wręcz coś złego, zawsze wyjdziemy z tego nie złamani, lecz wzmocnieni. Bo Bóg wybacza większe przewiny niż człowiek potrafi sobie wyobrazić. To człowiek ma z tym problem. Bardzo często sam sobie nie potrafi wybaczyć. Lub drugiemu człowiekowi. Zarówno św. Piotr jak i Judasz byli uczniami Jezusa. Obaj go zdradzili. Ale Piotr zapłakał i żałował. Wybaczył sobie, bo zaufał Jezusowi. Wstydził się swojej słabości, ale zaufał. Judasz nie potrafił. Dlatego popełnił samobójstwo.
Ja, gdy spotykam na swojej drodze człowieka zawsze pytam Boga: Czy mogę zaufać? Czy powinnam? I gdy czuję w sobie spokój, wiem, że mogę. Czując spokój, ufam że to jest dobre.

Prawdziwą wiarę jak i prawdziwe zaufanie każdy człowiek buduje w sobie długo. Bo to nie jest łatwe. Dusza hartuje się w ogniu walki ze sobą i pracy nad sobą. Każdy rodzaj wiary, nie tylko w Boga, zmusza nas do częstych refleksji. Zastanawiania się nad swoim życiem. Do przyznawania się przed sobą, że nie wszystko co robimy, jest właściwe. Zaufanie opiera się też na wierze w dobro w drugim człowieku. Nie w każdym jest tyle dobra, żeby mu można było zaufać. Ale w każdym jest go chociaż trochę. W większości z nas jest tego dobra całkiem dużo. Chodzi tylko o to jak to z nas wydobyć. I czy można nam pomóc to dobro pomnażać a nie pomniejszać. Mądre zaufanie to potrafi.

Brak zaufania natomiast bardzo kaleczy, bo nie umiemy wtedy zbudować żadnej zdrowej relacji. Bo każda będzie obciążona wahaniem, niepewnością, lękiem co jutro przyniesie. Wtedy każde słowo może wzbudzić podejrzliwość, poczucie, że jesteśmy oszukiwani. I to potęguje nasz niepokój i nieufność. Dlatego tak ważny jest dystans do siebie i zaufanie na wszelki wypadek.

Czy nie umiemy zaufać tylko wtedy, gdy ktoś nas skrzywdził? Czy może obecny świat tak nas na każdym kroku okłamuje, że już w nic i nikogo nie wierzymy? Bo poznikały autorytety? Bo jeden mówi tak a drugi kompletnie inaczej? I jak się wtedy w takim chaosie odnaleźć? Komu wierzyć?

Co mają zrobić ludzie, których zaufanie zostało zdeptane? Albo nadwyrężone? Bo przecież niestety nierzadko się to zdarza. Niektórzy tworzą dystans już zawczasu, tak na wszelki wypadek. Mogą przez to wyglądać na zarozumiałych, przemądrzałych i przez to inni ich unikają. Bo ci inni czują się wtedy oceniani. Tak to dla nich wygląda, gdy dystansujemy się na wszelki wypadek. Ale ten dystans to rodzaj ochrony naszej wrażliwości.

Ale częściej się zdarza, że ktoś nadwyrężył nasze zaufanie i dopiero wtedy zaczynamy tworzyć dystans, izolować się od innych. Co wtedy? Czy tak ma zostać na zawsze? Czy jest na to jakiś lek?

Pozwolę sobie zacytować słowa piosenki Kamila Bednarka „Bądź przy mnie”
Pozwól mi nabrać sił / Mam dość tych, którzy mówią mi kim mam być / Zakochany w śpiewie, mojej wrażliwości / Mam dość tych, którzy mówią mi jak żyć.”

Myślę, że w tych słowach jest odpowiedź na wyżej postawione pytania, przynajmniej częściowa.
Pozwolić sobie „nabrać sił” do kolejnego zaufania. Bo nie nauczymy się ufać na nowo czy ufać tak po prostu, jeżeli będziemy mieć mało sił duchowych. Bo będzie nas bolało wszystko to, co chociaż trochę będzie przypominało wcześniejsze bolesne relacje.
„Zakochany w śpiewie” To o Bednarku. Śpiewa o sobie. Bo to jego pasja. Czyli …? Kolejnym kluczem do leczenia ran, żeby umieć znowu otworzyć się na drugiego człowieka, są pasje. One odwracają uwagę od tego co nas zraniło, od tego co jeszcze być może boli. Bo skupiamy się na tym, co dobre i co nie może zaboleć :) Czasem wychodzenie do ludzi o podobnych pasjach pozwala znaleźć się w środowisku, gdzie zaufanie to świętość, gdzie szanuje się uczucia innych.

Bo można mieć naprawdę wszystkiego dość, gdy otaczają nas ludzie, którzy ciągle od nas czegoś chcą a i tak nigdy nie są z nas zadowoleni. Mało jest rodzin, które potrafią sobie przede wszystkim dawać. Większość chce głównie brać. Jak już coś daje, to podświadomie oczekuje rekompensaty. A nie na tym buduje się przecież uczucie, zaufanie i wiarę w drugiego człowieka. I wtedy trudniej wierzyć, że są jeszcze ludzie, którym można zaufać.

I tak jak we wszystkim w życiu, trzeba się zarówno rozglądać wokół siebie jak i zagłębiać w swoją duszę, i dzięki temu umieć odczytywać nie tylko innych ale i swoje potrzeby.

Czyli po prostu mądrze zadbać o swoją duchowość żeby umieć, chroniąc siebie, nie uciekać od innych.





Komentarze

  1. Tak zgadzam się,że trzeba w pierwszej kolejności zaufać sobie i zadbać o siebie w każdej sferze. 🙂🙂🙂

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Świat w którym żyjemy

Toksyczni ludzie

O przyjaźni