Świat w którym żyjemy



Tytuł posta może nasuwać myśl, że będzie to post o geografii albo o przyrodzie. Ale nie. Ja chciałam dzisiaj poruszyć temat naszego otoczenia, środowiska, w którym wyrośliśmy oraz w którym się obecnie znajdujemy. A także ludzi z którymi chcemy bądź musimy żyć; ludzi nas otaczających, tych bliskich, znajomych oraz obcych. Wszystkich tych, którzy na nas wpływają. A przez to kształtują do pewnego stopnia nasze życie.

Bo my, czy tego chcemy czy nie, składamy się ze wszystkich napotkanych na swojej drodze ludzi. Wpływamy na nich i oni na nas wpływają. Bo wystarczy czasem czyjeś złe słowo i wpadamy na długo w zły nastrój, innym razem dobre słowo potrafi nas uskrzydlić. Czyjeś skrzywienie potrafi zaboleć, czyjś uśmiech ocieplić nam serce.

Nie zapomnę moich lat w liceum, gdy byłam bardzo małomówną osobą i w towarzystwie praktycznie nic nie mówiłam. Ale mimo tego czułam akceptację całej klasy. Gdy ktoś robił Sylwestra, jakieś spotkanie czy później osiemnastkę, byłam często zapraszana. Chociaż tak naprawdę można by powiedzieć, patrząc z boku, nie było ze mnie żadnego pożytku. Ale widocznie był, skoro mnie chcieli. Może dlatego, że się często uśmiechałam. I to poprawiało niejednemu humor. Albo ktoś czuł się przeze mnie akceptowany. Ale niezależnie od powodu, dużo mi to dało. Pomagało i pomaga do teraz akceptować samą siebie, ze swoimi zaletami i wadami. I to jest właśnie to co chciałam pokazać. Że nasze otoczenie nas kształtuje. Ale my je też. Bo nie żyjemy na bezludnej wyspie i jeżeli ktoś mówi „to moje życie”, „nie wtrącaj się”, to się myli. To nie jest tylko jego życie. To jest jego, ale i nasze życie. Nawet jeżeli wykona tylko swój obowiązek, ale zrobi to dobrze, to utrzymuje w niejednej osobie wiarę w człowieka. Jeżeli zrobi coś dobrego dla kogoś z kim mieszka czy pracuje, to pomoże mu dobrze żyć. Jeżeli odezwie się od czasu do czasu do kogoś, kogo zna, ale ten ktoś mieszka daleko, to ociepli mu serce, bo ten ktoś będzie czuł, że więcej osób go lubi (dotyczy to również daleko mieszkającej rodziny). Ale jeżeli będzie zapominał, żył tylko swoim życiem, swoimi radościami, smutkami i problemami, to będzie stwarzał poczucie powierzchowności, czyli relacji, która nie buduje. Może i nie niszczy, ale i mało robi dobrego. Te chwile, które możemy poświęcić drugiemu człowiekowi, nie muszą być długie. Mogą to być bardzo krótkie chwile uwagi, ale być powinny. Jeżeli więzi są zdrowe, powinny był dłuższe, nawet gdy mamy mało czasu. Jeżeli toksyczne to krótkie, nawet jeżeli czas mamy.

Powinniśmy być wrażliwi na drugiego człowieka. Na wszystkich się nie da, ale na wielu owszem. Taką mądrą wrażliwością. Taką, która nie pozwoli drugiemu człowiekowi nas niszczyć. Bo czasem nasza wrażliwość jest wykorzystywana, skopana i potraktowana jako słabość. I to też wpływa potem na nasze odczuwanie siebie.

Charles R. Swindoll, amerykański pastor, pisarz i pedagog powiedział „Nasze życie składa składa się w 10 procentach z tego co nas spotyka a w 90 procentach jak na to zareagujemy.”
Mam pytanie do tych, co będą czytać tego posta. Czy wy się z tym zdaniem zgadzacie? Czy też tak uważacie, czy może macie jeszcze jakieś inne sugestie, odczucia?

Bo ja uważam, że nasza reakcja na zdarzenia, sukcesy, porażki, chorobę, zdrowie oraz na drugiego człowieka w dużej mierze zależy od tego jak reagowali i jak reagują na nas inni. Co nam wtedy oferują. Bo to nie jest tak, że tylko od nas zależy jak na coś zareagujemy. Również od naszego otoczenia, jakie stworzyli nam do tego warunki. Tak więc te 90 procent podzieliłabym na dwie 45: na własną reakcję oraz na reakcję innych na nas w danym momencie.

Chcę na koniec przytoczyć krótki dialog pomiędzy Robertem McCallem, byłym tajnym agentem a nastoletnią prostytutką Aliną z filmu „Bez litości”.
Robert mówi do Aliny „Możesz być kimkolwiek zechcesz.” Na co ona „Nie w moim świecie”.
Wtedy Robert uśmiecha się lekko do niej i mówi „To zmień swój świat.”

No właśnie, zmień. Ale czy to takie proste? Zapraszam do refleksji nad tymi trzema krótkimi zdaniami. Może być to refleksja w oparciu o własne myśli lub w oparciu o to co napisałam powyżej. A może powinno to być zaproszenie do dyskusji?

Jeżeli ktoś znajdzie czas, może obejrzeć cały film. Będzie miał więcej bodźców do refleksji. „Bez litości” to amerykański kryminał z gatunku neo-noir. Reżyserem jest Antoine Fuqua.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Toksyczni ludzie

O przyjaźni