Kim jesteś? Ekstrawertykiem czy introwertykiem?
Ekstrawertyk
czy introwertyk?
Bardzo
często przy opisach osobowości jakiegoś człowieka mówi się o
nim, że jest ekstrawertykiem lub introwertykiem. I jakoś tak się
składa, że gdy słyszymy słowo „ekstrawertyk” kojarzy nam się
to słowo od razu pozytywnie, bo z kimś wesołym i towarzyskim. A
gdy słyszymy słowo „introwertyk” kojarzy nam się negatywnie,
bo ze smutkiem i wycofaniem. I nie wiemy, że poprzez takie
skojarzenia tworzymy stereotypy, które niczym krzywe zwierciadło
pokazują pokrzywiony obraz obu osobowości.
Bo jak
wszystko w życiu nic nie jest tylko białe ani tylko czarne. Nawet
ubranie po jakimś czasie przestaje być śnieżnobiałe i staje się
żółtawe lub szare, a czerń blednie i robi się szarawa lub
bladoczarna. Ale człowiek nie jest rzeczą, która po latach
szarzeje czy blednie, lecz jest częścią natury. Natura natomiast
jest bardzo kolorowa, barwami niepowtarzalnymi i wyjątkowymi.
Odcieniami nawet w obrębie jednej barwy.
Dlatego
zależy mi, żeby pokazać oba rodzaje osobowości z mojej
perspektywy i z moich wieloletnich obserwacji. Zetknęłam się w
swoim życiu z bardzo wieloma rodzajami ludzi i od samego przedszkola
mocno czułam każdego z nich. Bo jestem introwertykiem. Introwertyk
mało mówi, dużo widzi i dużo czuje. Doświadczałam od nich
akceptacji lub odrzucenia. Można powiedzieć, że szło to po równo.
I to mi dawało zawsze dużo do myślenia. Zarówno akceptacja jak i
odrzucenie. A w dorosłym życiu wciąż od nowa i na nowo obserwuję
świat i ludzi. Ale już nie z perspektywy akceptacji i odrzucenia,
ale jako obserwator życia. Jako nauczyciel, który dobrze się czuje
z młodymi ludźmi, czuje ich potrzeby, problemy i emocje. Oraz jako
po prostu zwykły człowiek, który z jednymi czuje się dobrze, a z
innymi źle. Pozbierałam tych wszystkich ludzi i wyciągnęłam
takie oto wnioski :)
Główna
widoczna różnica pomiędzy tymi dwoma dość skrajnymi
osobowościami polega na mówieniu i milczeniu. Ekstrawertyk nie
potrafi milczeć. Nie potrafi też skupić się na jednej rzeczy zbyt
długo. Zarówno milczenie, jak i przebywanie dłużej samemu,
przytłacza go i męczy. Wciąż szuka nowych aktywnych wyzwań, i
musi to być koniecznie w towarzystwie ludzi. Najlepiej podobnych do
siebie, bo wtedy czuje, że żyje. Na jego słowa czy reakcję
dostaje od razu reakcję zwrotną, co pomaga mu czuć się dobrze.
Pójście do kina czy na koncert samemu to dla niego katastrofa, nie
jest w stanie tego zrobić, bo będzie się czuł jakby ktoś mu
odebrał jakiś kawałek jego duszy.
Myślę, że jest to nieświadome działanie, ale z moich obserwacji
wynika, że tak ma każdy „typowy” ekstrawertyk. Typowy, bo
większość społeczeństwa to mieszanka obu osobowości z przewagą
jednego lub drugiego.
Chcę
jeszcze krótko omówić to, co najbardziej dzieli lub różni
ekstrawertyka od introwertyka. Co to jest? Milczenie... Albo inaczej
mówiąc brak aktywności w mówieniu. Brak aktywnej aktywności, bo
introwertyk potrafi mówić i to bardzo bogatym językiem. Ale
kiedy…? No właśnie. Zanim odpowiem na to pytanie, zajmę się
przez chwilę milczeniem we dwoje lub w grupie.
Jak to
się dzieje, że z niektórymi ludźmi możemy spędzić wiele godzin
w milczeniu i po prostu cieszyć się jego obecnością? Zachować
wtedy spokój i nie potrzebować słów, żeby się rozumieć?
A są
ludzie, przy których milczenie ciąży jak ołów. Czuje się presję
mówienia. Napięcie, gdy się nie mówi. I wtedy każde słowo,
które wyrzuca się z siebie, jest jakieś nienaturalne i sztuczne. A
kolejne przychodzą z jeszcze większym trudem. Tak samo dzieje się
w grupie. Bo jest jeszcze trudniej. Dlaczego? Bo jest więcej osób,
z którymi możemy się dobrze lub źle czuć. A nawet jeżeli z kimś
czujemy się dobrze, to bywa, że w grupie ta osoba staje się jakaś
inna.
Z
czego to wynika? Myślę, że z akceptacji człowieka przez
człowieka. Jeżeli czujemy się przez kogoś akceptowani, słowa
same wychodzą. I dokładnie takie, jakie chcemy powiedzieć. Bo nie
czujemy presji mówienia.
Ekstrawertycy
mają łatwiej, bo natura wyposażyła ich w potrzebę mówienia.
Chcą mówić, uważają, że inni chcą ich słuchać. Niektórzy
rzeczywiście chcą, inni nie. Ale ekstrawertykom to nie przeszkadza. Im
nawet nie przychodzi do głowy, że ktoś może nie mieć ochoty ich
słuchać. I to pomaga im na co dzień. Łatwiej znajdują pracę,
łatwiej nawiązują kontakty. Ale też częściej się zdarza, że
te kontakty są powierzchowne, i gdy przychodzi problem, przestają
dla wielu znajomych być ciekawi i atrakcyjni. Bo nie rozpiera ich
już tyle energii, bo nie załatwią już pracy, bo przestali być
roześmiani i bezproblemowi. Są potrzebni, dopóki są pożyteczni.
Brzmi brutalnie, ale z moich obserwacji wynika, że to co jest ich
zaletą, staje się wadą, gdy przychodzi duży problem. Często ich
on przerasta. Szybciej się pod nim uginają. Szybciej zostają sami. Oczywiście
nie wszyscy, i nie zawsze. Bo ekstrawertycy dzielą się na tych co
umieją zawierać głębokie i wartościowe przyjaźnie oraz na
takich, których relacje są powierzchowne i ograniczone głównie do
przyjemności. Ekstrawertyk rzadziej czuje potrzebę medytacji,
modlitwy czy zwykłego wyciszenia. Tak jakby trochę się tego bał.
Że ta cisza da mu za dużo do myślenia, a przez to zmusi go do
pewnych zmian. Trochę niewygodnych dla jego planów życiowych.
Introwertyka
natomiast mało kto rozumie. Dlaczego? Bo zwykle jest zamknięty w
sobie, izolujący się od ludzi. Ale to najczęściej człowiek o
duszy artysty i o dużej wrażliwości. Z dużą ilością
przemyśleń. Człowiek, który umie słuchać i rozumie potrzeby
innych. Czasami nawet bardziej innych niż swoje. Jeżeli się
wycofuje, to głównie dlatego, że czuje się nierozumiany. A nie
potrafi z taką łatwością jak ekstrawertyk mówić o tym co czuje,
i jak się czuje. To utrudnia mu kontakt z innymi, bo ludzie na co
dzień potrzebują szybkiej reakcji zwrotnej, a introwertyk rzadko tę
potrzebę wielu ludzi spełnia. Dlatego trudniej go zrozumieć. I
tutaj właśnie tkwi pewnego rodzaju tragedia. I to nawet nie tylko
tych ludzi, co dla społeczeństwa. Bo gdyby spróbować zaakceptować
i zajrzeć głębiej do duszy introwertyka, można by było odkryć
wielkie bogactwo, które się tam kryje. I przez to ubogacić siebie
i innych. Bo introwertyk jeżeli kogoś naprawdę polubi, to już na
zawsze. Jest lojalny i nie patrzy na życie przez pryzmat swoich
korzyści, ale sięga sercem i duszą dalej oraz głębiej. Potrafi
dać więcej niż ma. Paradoks, prawda? Ale czysta i święta prawda.
Introwertykom trudniej się żyje, bo mało kto zrobi ten wysiłek,
żeby wyciągnąć z niego tę najcenniejszą część jego
osobowości. Bo to wcale nie jest proste. Ale opłaca się :) Dużo
introwertyków nie potrafi wyjść do ludzi tak po prostu. Mi się na
szczęście udaje :) Przytłoczeni przez słowa, nakazy, brak
akceptacji, chowają się do własnej skorupy i niewiele dają,
chociaż potrafią. I dlatego negatywnie się kojarzą. Ale za ten
stan jesteśmy odpowiedzialni my wszyscy, nie tylko oni.
Bo
jeżeli introwertyk nie znajduje w swoim otoczeniu nawet jednej
osoby, która go zrozumie, która go polubi, zaakceptuje, która chce
być jego przyjacielem czy osobą bliską, staje się bardzo
nieszczęśliwym człowiekiem. I wtedy nie potrafi już nic dać. Bo
żeby dawać, trzeba też dostać. Sympatię. Akceptację. Próbę
zrozumienia. Szacunek dla inności. Cokolwiek, ale dostać. A nie
tylko oczekiwać od drugiego człowieka, że można głównie brać.
Oczywiście,
że społeczeństwo nie składa się tylko z introwertyków i
ekstrawertyków. Myślę, że więcej jest ludzi złożonych z cech
ich obu. Dlatego warto rozumieć i szanować obie osobowości, żeby
umieć je odnajdywać w drugim człowieku. Bo wtedy nasze życie
staje się prostsze a jednocześnie bogatsze.
Świetnie to wszystko ujęłaś Bożunia <3
OdpowiedzUsuńCieszę się bardzo, że tak to właśnie czujesz :) Dziękuję za komentarz :))
UsuńHej hej pozdrawiam! Dobrze się czyta te teksty, nie znałam Cię Bożen od tej strony - widzę tu duży talent humanistyczny, naprawdę. Chciałabym coś dodać od siebie o ludziach toksycznych ale pewnie jutro bo dziś już nie dam rady, tyle jeszcze do zrobienia.
OdpowiedzUsuńDziękuję Magdalen, że zajrzałaś :)Ja sama siebie od tej strony nie znałam :) Cieszę się, że dobrze Ci się czyta i czekam z niecierpliwością na komentarz o toksycznych ludziach.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKochana Magdalen, dziękuję za Twój wpis. Dodałaś bardzo cenne i wartościowe słowa. Poruszyłaś dodatkowe wątki, które na pewno bolą wielu ludzi. Bo jak słusznie zauważyłaś, pod płaszczykiem dobra kryje się często wiele zła, robionego nieraz niechcący, nieświadomie, ale jest to tym gorsze, że jak napisałaś, dla otoczenia wygląda ono jak dobro. Przez to boli jeszcze bardziej tego, kogo to dotyka. Bo często inni mówią "przecież masz wszystko", "czego jeszcze chcesz". Nie ma jednej rady, jak sobie z tym radzić, ale na pewno warto szukać wokół siebie ludzi, z którymi dobrze się czujemy i z którymi możemy razem coś dobrego przeżywać. Wtedy łatwiej znieść toksyczność tych, od których całkiem uwolnić się nie możemy. Bo jak słusznie piszesz, potrzebujemy więzi rodzinnych, nawet tych, które niewiele dają a częściej szkodzą. Bo to jednak rodzina. Ale spędzając czas też z innymi, którzy robią to chętnie, da to nam i im więcej siły. I może dzięki temu uleczymy chociaż część tych relacji, które uleczyć się jeszcze da.
Usuń